Pamiętam to jak dziś. Miałam może z 17 lat i zapisałam się na swój pierwszy w życiu kurs makijażu. Weszłam do studia i zamarłam. Na ścianie wisiała ogromna, magnetyczna tablica, a na niej setki małych, kolorowych kwadracików. Cienie do powiek we wszystkich kolorach tęczy, róże, bronzery… Czułam się jak dziecko w sklepie z cukierkami, totalnie onieśmielona. Wizażystka, która prowadziła kurs, uśmiechnęła się i powiedziała: „To jest właśnie Freedom System od Inglot. Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa”. I miała rację. To był mój pierwszy, świadomy kontakt z marką Inglot i początek miłości, która trwa do dzisiaj. To nie jest kolejny suchy przewodnik. To moja osobista historia o tym, jak pewne polskie kosmetyki, a dokładnie Inglot kosmetyki, zrewolucjonizowały moje podejście do makijażu. Jeśli chcecie poznać tę markę od serca, a nie tylko z etykiety, zapraszam do mojego świata. Wszystkie moje przemyślenia opieram na latach używania i testowania, a po oficjalne dane zawsze możecie zajrzeć na stronę Inglot.
Spis Treści
ToggleKiedy myślę o Inglot, czuję taką dziwną dumę. Serio. To nie jest jakaś tam kolejna firma kosmetyczna. Założona w Przemyślu w latach 80. przez pana Wojciecha Inglota, chemika z wizją, przetrwała transformację i wyrosła na globalnego giganta. To jest coś. Pamiętam, jak kilka lat temu byłam w Nowym Jorku na Times Square i nagle zobaczyłam ten wielki, świecący szyld INGLOT. Stanęłam jak wryta. Nasza, polska firma, w samym sercu świata. To było mega uczucie. Wtedy zrozumiałam, że Inglot kosmetyki to nie tylko produkty, to symbol tego, że w Polsce też potrafimy tworzyć rzeczy na światowym poziomie.
Co ich tak wyróżnia? Myślę, że od samego początku mieli jasny cel: jakość ponad wszystko. Żadnych kompromisów. Najlepsze składniki, innowacyjne formuły, ale w cenie, która nie zwala z nóg. To właśnie ta niezawodność sprawiła, że pokochali ich profesjonaliści. Kiedy idziesz na backstage pokazu mody albo do studia telewizyjnego, jest ogromna szansa, że na stole wizażysty będą leżały właśnie Inglot kosmetyki. A jednocześnie są one tak łatwo dostępne i proste w użyciu, że każda z nas może się nimi bawić w domu. I to jest chyba ich największa siła – ten pomost między światem pro a codziennym użytkowaniem.
Wróćmy do tego słynnego Freedom System, bo to od niego wszystko się zaczęło. Koncept jest genialny w swojej prostocie. Masz pustą, magnetyczną kasetkę i sama decydujesz, co do niej włożysz. Koniec z kupowaniem palet, w których używasz dwóch cieni, a reszta leży i się kurzy. Tutaj Ty jesteś szefem. Chcesz paletę samych brązów do pracy? Proszę bardzo. Potrzebujesz zestawu neonowych kolorów na festiwal? Nie ma problemu. A może chcesz mieć w jednej kasetce cień, róż, puder i rozświetlacz, żeby mieć wszystko pod ręką w podróży? Da się zrobić.
Budowanie mojej pierwszej palety to był rytuał. Spędziłam w salonie Inglot chyba z godzinę, swatchując na dłoni dziesiątki kolorów. Te maty, tak aksamitne i napigmentowane. Te perły, mieniące się milionem drobinek. I te satyny, dające taką elegancką poświatę. To było niesamowite doświadczenie. Pamiętam, że stworzyłam wtedy paletę idealną na co dzień – z beżami, brązami i jednym pięknym, złotym cieniem na wieczór. Używałam jej latami, a kiedy któryś kolor mi się skończył, po prostu dokupowałam wkład. Ekonomiczne, ekologiczne i idealnie dopasowane do mnie. Te Inglot kosmetyki cienie do powiek freestyliczne, jak je czasem nazywam, to prawdziwy game-changer. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym wrócić do gotowych palet. To uzależnia!
A jakość samych cieni? No cóż, dla mnie to jest absolutny top. Pigmentacja jest powalająca – wystarczy lekkie dotknięcie pędzlem, żeby uzyskać intensywny kolor. Blendują się jak marzenie, nie tworzą plam, a na dobrej bazie trzymają się na powiece cały dzień bez rolowania. Niektóre z moich wkładów mają już kilka lat i nadal działają tak samo dobrze. To po prostu inwestycja, która się zwraca. Wiele razy próbowałam cieni innych, często droższych marek, ale zawsze z pokorą wracam do moich ukochanych Inglot kosmetyki.
Jeśli jest jakiś kosmetyk, który spędza sen z powiek każdej kobiecie, to jest to podkład. Za ciemny, za jasny, za różowy, za żółty, waży się, ściera, zapycha… Masakra. Przerobiłam tego tyle, że mogłabym otworzyć własną drogerię. Dlatego kiedy w końcu trafiłam na podkłady Inglot, poczułam ulgę. Przede wszystkim – gama kolorystyczna. Jest ogromna! W końcu znalazłam odcień, który idealnie stapia się z moją skórą, a nie tworzy efektu maski.
W sieci krążą bardzo różne Inglot kosmetyki podkład opinie, co jest normalne, bo każda cera jest inna. Moim absolutnym ulubieńcem przez lata był HD Perfect Coverup Foundation. Dawał piękne, satynowe wykończenie i takie krycie w sam raz – zakrywał co trzeba, ale skóra nadal wyglądała jak skóra. I co najważniejsze, wyglądał obłędnie na zdjęciach. Przetestowałam go na niejednym weselu i imprezie – trzymał się dzielnie przez całą noc tańców. Obecnie, kiedy moja skóra potrzebuje czegoś lżejszego, sięgam po inne formuły, ale wiem, że Inglot ma odpowiedź na każdą potrzebę. Mają podkłady matujące, nawilżające, liftingujące… Do wyboru, do koloru.
Moja rada przy wyborze? Idź do salonu stacjonarnego. Serio. Poproś konsultantkę o pomoc. One naprawdę znają się na rzeczy. Pomogą dobrać nie tylko kolor, ale i formułę do Twojego typu cery. I nie bój się prosić o próbkę. Lepiej przetestować podkład w domu, w świetle dziennym, niż kupić w ciemno i potem żałować. Dobre przygotowanie skóry to też klucz. Nawet najlepszy podkład nie będzie wyglądał dobrze na przesuszonej czy źle oczyszczonej cerze. Baza, krem nawilżający – to podstawa. Wiem, co mówię, bo sama kiedyś o tym zapominałam i winiłam podkład za wszystko. Aplikacja też ma znaczenie. Ja uwielbiam nakładać go wilgotną gąbeczką, daje to najbardziej naturalny efekt. Ale to już kwestia gustu. Najważniejsze jest to, że wśród Inglot kosmetyki naprawdę jest w czym wybierać.
Dzisiaj makijaż to dla mnie coś więcej niż tylko kolory. To też świadome wybory. Coraz częściej patrzę na składy, sprawdzam, czy marka jest etyczna, czy nie testuje na zwierzętach. I tutaj Inglot po raz kolejny zdobył moje serce. Mają bardzo szeroką ofertę Inglot kosmetyki wegańskie. I to nie jest tak, że to jakieś gorsze, wybrakowane produkty. Absolutnie nie! To są pełnoprawne, genialne formuły, które po prostu nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego. Od podkładów, przez cienie, aż po pomadki. Dla mnie, jako osoby, która stara się ograniczać produkty odzwierzęce, to było super odkrycie.
Co więcej, Inglot od zawsze był marką cruelty-free. Nigdy nie testowali i nie testują swoich produktów na zwierzętach. To było dla mnie mega ważne, zwłaszcza w czasach, kiedy wiele wielkich koncernów miało to gdzieś. Inglot pokazał, że da się inaczej. Da się tworzyć profesjonalne, innowacyjne kosmetyki w sposób etyczny. I to jest kolejny powód, dla którego tak bardzo szanuję tę firmę.
A skoro mowa o formułach, to muszę wspomnieć o jednym – Inglot kosmetyki trwałość. To jest coś, co wyróżnia je na tle konkurencji. Czy to cienie, podkład czy słynny eyeliner w żelu AMC 77 – te produkty są pancerne. Wytrzymają deszcz, pot, łzy i całonocną imprezę. To zasługa zaawansowanych technologii i wysokiej jakości składników. Kiedy robię makijaż kosmetykami Inglot, mam pewność, że mnie nie zawiedzie. Nie muszę co chwilę biegać do łazienki i sprawdzać, czy wszystko jest na swoim miejscu. To daje ogromny komfort psychiczny, zwłaszcza przy ważnych okazjach.
Dobra, to gdzie najlepiej kupować te wszystkie cuda? Opcje są dwie i każda ma swoje plusy. Pierwsza to oczywiście oficjalny Inglot kosmetyki sklep internetowy. Uwielbiam go za to, że mam tam dostęp do absolutnie pełnej oferty. Często są tam dostępne online exclusive, czyli produkty, których nie znajdziesz stacjonarnie. Regularnie pojawiają się też Inglot kosmetyki nowości, więc jeśli lubisz być na bieżąco, to jest to miejsce dla Ciebie. No i wygoda – klikasz, płacisz i czekasz na paczkę. A otwieranie paczki z Inglota to zawsze małe święto!
Druga opcja, którą osobiście uwielbiam, to zakupy stacjonarne. Jeśli zastanawiasz się, Inglot kosmetyki gdzie kupić stacjonarnie, odpowiedź jest prosta: salony firmowe i wyspy w galeriach handlowych. Ja po prostu kocham ten klimat. Możliwość dotknięcia produktu, przetestowania koloru na własnej skórze, porozmawiania z profesjonalną wizażystką – to jest bezcenne. Zwłaszcza przy wyborze podkładu czy korektora. To właśnie w salonie dostałam wiele genialnych rad i odkryłam produkty, na które sama bym nie wpadła.
A teraz najważniejsze – polowanie na okazje! Bo kto nie lubi oszczędzać? Warto regularnie śledzić Inglot kosmetyki promocje. Najlepszym sposobem jest zapisanie się do newslettera i obserwowanie ich profili w mediach społecznościowych. Często organizują akcje typu -20% na wszystko, promocje na wybrane kategorie produktów czy specjalne oferty na Black Friday. Trzeba być czujnym! Czasem można upolować prawdziwe skarby w super cenach.
A na koniec wspomnę o jeszcze jednej rzeczy – Inglot kosmetyki zestawy prezentowe. To jest mój absolutny pewniak, jeśli chodzi o prezenty dla mamy, siostry czy przyjaciółki. Zazwyczaj są pięknie zapakowane i zawierają same bestsellery. Pamiętam, jak kiedyś dostałam na urodziny taki zestaw z miniaturami pomadek i tuszem. Radość była ogromna! To świetny sposób, żeby kogoś wprowadzić w świat marki albo podarować sprawdzone hity. Zawsze trafiony prezent.
Przez te wszystkie lata uzbierała mi się spora kolekcja Inglot kosmetyki. Ale są takie produkty, do których wracam bez przerwy i które mają stałe miejsce w mojej kosmetyczce. To takie moje osobiste odkrycia, które polecam każdej z was. To są dla mnie Inglot kosmetyki najlepsze produkty wszech czasów.
Numer jeden, absolutny król i władca: Duraline. Ta mała buteleczka z przezroczystym płynem to czysta magia. Co to robi? Wszystko! Zaschnął ci eyeliner w żelu albo tusz do rzęs? Jedna kropla Duraline i jest jak nowy. Chcesz zrobić z dowolnego sypkiego cienia kreskę na oku? Mieszasz go z kropelką i masz super trwały, kolorowy eyeliner. Chcesz podbić kolor cienia foliowego? Nakładasz go na Duraline. Ten produkt uratował mi tyle kosmetyków i otworzył tyle nowych możliwości, że powinien dostać Nobla. To jest must-have, koniec kropka.
Numer dwa: Eyeliner w żelu AMC nr 77. To jest najczarniejsza czerń, jaką widziałam w życiu. I najbardziej trwała. Kiedy narysuję nim kreskę rano, wiem, że wieczorem będzie wyglądała identycznie. Nie odbija się, nie kruszy, nie rozmazuje. Jest po prostu idealny. Trzeba się tylko nauczyć nim malować, bo szybko zastyga, ale jak już się wprawisz, nie będziesz chciała żadnego innego.
Numer trzy: pomadki HD Lip Tint Matte. Uwielbiam matowe pomadki, ale nienawidzę uczucia suchych, ściągniętych ust. A te tinty są inne. Mają taką lekką, piankową formułę, która zastyga na piękny mat, ale nie tworzy skorupy. Są mega komfortowe w noszeniu i bardzo trwałe. A kolory? Obłędne. Mam ich kilka i każdy kocham tak samo.
Oczywiście mogłabym tak wymieniać bez końca – rozświetlacze, które dają efekt tafli, sypkie pigmenty, które wyglądają jak gwiezdny pył, mięciutkie pędzle… Oferta Inglot kosmetyki jest ogromna i naprawdę każdy znajdzie tam coś dla siebie. Warto śledzić ich poczynania na Facebooku czy Instagramie, bo ciągle zaskakują czymś nowym.
Dochodzimy do końca tej mojej opowieści. I wiesz co? Pisząc to wszystko, uświadomiłam sobie, jak ważną rolę Inglot kosmetyki odegrały w mojej makijażowej podróży. To z nimi uczyłam się blendować cienie, to z nimi znalazłam swój idealny podkład i to one pokazały mi, że makijaż to nie obowiązek, a forma ekspresji i świetna zabawa. Wybierając Inglot kosmetyki, wybierasz polską jakość, na której można polegać. Wybierasz innowację, pasję i etyczne podejście do piękna. To marka z duszą, stworzona przez człowieka z wizją, a nie przez bezosobową korporację.
Jeśli jeszcze nie znasz tych produktów, mam nadzieję, że chociaż trochę Cię zachęciłam. Idź, dotknij, przetestuj. Stwórz swoją własną paletę marzeń. Znajdź swoją idealną czerwoną pomadkę. Gwarantuję Ci, że to będzie początek pięknej przyjaźni. Bo Inglot kosmetyki to coś więcej niż tylko makijaż. To narzędzia, które pozwalają nam każdego dnia tworzyć własną historię i czuć się po prostu dobrze we własnej skórze.
Copyright 2026. All rights reserved powered by naturoda.eu